Streszczenia

Krótkie encyklopedyczna notka biograficzna
bohatera historii

DROBA ANTONI, urodzony 21 V 1899 r. w Jarosławiu, najmłodszy syn Józefa i Leokadii z domu Kołodziej.

Rodzina

Żona Antoniego, Zofia (córka Mateusza Weryńskiego i Marii Anieli z domu Rymanowskiej), była m.in. zaprzysiężoną członkinią Armii Krajowej, a jej brat, Jan Weryński, także członkiem grupy partyzanckiej. Ojciec Antoniego, Józef Droba (syn Wawrzyńca), pełnił przez krótki czas obowiązki Cesarsko-Królewskiego inspektora szkolnego okręgowego w rejonie rzeszowskim, wieloletni nauczyciel w szkołach w Jarosławiu i Mielcu, dyrektor szkoły, organizator edukacji i przyjaciel dzieci i młodzieży, jeden z założycieli T. Gimnastycznego „Sokół” w Mielcu. Stryjowie Antoniego to Ludwik Droba, wybitny historyk zmarły w wieku młodzieńczym oraz Stanisław Droba, wybitny lekarz i naukowiec, który również odszedł przedwcześnie, z poświęceniem opiekując się pacjentem na oddziale zakaźnym szpitala w Krakowie, którego był ordynatorem (na jego temat można przeczytać m.in. tutaj: Przewodnik po Krakowie 1 (Stanisław Droba – życie i śmierć), Przewodnik po Krakowie 2 (Stanisław Droba – ofiara zawodu). Bratem Antoniego był Józef Droba, kawalerzysta, ostatni dowódca 3 Dywizjonu Artylerii Konnej (w Wikipedii jest wymieniony tylko w notce o tym dywizjonie, bez notki biograficznej – 3 Dywizjon Artylerii Konnej).

Antoni Droba miał dwóch synów, Krzysztofa, wybitnego znawcę i teoretyka muzyki, kawalera najwyższego odznaczenia państwowego Litwy, Orderu Gedymina (Zob. np. biogram na stronie Akademii Muzycznej w Krakowie, związani z Chopinem, komisja programowa festiwalu “Warszawska Jesień”) oraz Bogusława, dr. hab. nauk biologicznych, profesora Uniwersytetu Rzeszowskiego (obecnie emerytowany prof. UR, strona Katedry).  

Młodość i edukcja

Antonii Droba uczęszczał do najbardziej elitarnego w Cesarstwie Austro-Węgierskim gimnazjum „Theresianum” (o Theresianum w Wikipedii – tam też lista kilku absolwentów) w Wiedniu, która to szkoła była elitarnym miejscem kształcenia do zadań państwowych arystokracji Cesarstwa. Chociaż sam nie był arystokratą, było to prawdopodobnie możliwe dzięki wstawiennictwu jego babki macierzystej, Teresy Czechowskiej, jedynej córki znanego polskiego bohatera walk wyzwoleńczych, wielokrotnego powstańca, uczestnika Wiosny Ludów na Węgrzech, płk. Leona Czechowskiego (link), którego Węgrzy uważali także za swojego bohatera narodowego. Naukę w Theresianum przerwał Drobie wybuch I Wojny Światowej, w której wziął czynny udział jako szeregowy żołnierz. Po wojnie Droba studiował i ukończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie oraz uzyskał uprawnienia adwokackie.

W latach 1918 – 1919 wziął udział w obronie Lwowa oraz Kresów Wschodnich otrzymał m.in. honorową odznakę „Orlęta” oraz odznakę „Za Wołyń” (dyplom, odznaka i list od dowódcy sił zbrojnych znajduje się na podstronie Materiały i Fotografie).

Po studiach aplikował u znanego mieleckiego adwokata dr. Oskara Isenberga, następnie prowadził własną praktykę adwokacką, a od 1936 r. – wspólną kancelarię z dr. Jakubem Salpeterem. Jako człowiek nieznoszący wszelkich uprzedzeń, nie tylko sprzeciwiał się wszelkim objawom antysemityzmu, ale też przyjaźnił się z Polakami narodowości żydowskiej. Jako adwokat i osoba wyróżniająca się w lokalnym środowisku kulturą i ogładą towarzyską, był też ceniony i zaprzyjaźniony z przedstawicielami miejscowej polskiej arystokracji i ziemiaństwa.

Okupacja niemiecka 1939-1944

Podczas II Wojny Światowej i okupacji niemieckiej Antonii Droba stał się liderem moralnym lokalnej społeczności i podejmował czasami wręcz brawurowe, bardzo skuteczne działania na rzecz ratowania życia ludzkiego, w tym przede wszystkim licznych osób narodowości żydowskiej zagrożonych holocaustem. Korzystając m.in. z doskonałej znajomości języka niemieckiego często był jedyną osobą, która mogła dotrzeć do odpowiednio wysokich przedstawicieli okupanta i negocjować w imieniu bliskich , czemu często musiała towarzyszyć bardzo wysoka łapówka wręczana wyżej postawionemu naziście, ocalenie osób aresztowanych, skazanych na wywózką do obozu, z wyrokami śmierci, nierzadko ratując życie. Korzystając ze swoich kontaktów i wiedzy pomagał w wyrobieniu fałszywych papierów dla Żydów i osób ukrywających się. Całkowitym ewenementem jest fakt, że już w trakcie okupacji zatrudniał i krył, na fałszywych papierach, w kancelarii adwokackiej aplikanta adwokackiego pochodzenia żydowskiego, który normalnie pracował i chodził do niemieckiego, okupacyjnego sądu, dzięki czemu, nie tylko ratował życie, ale i umożliwiał niesłychanie ważne w tamtej sytuacji zarobkowanie i dostarczanie środków utrzymania i realizację pierwszych potrzeb dla rodziny żydowskiego aplikanta.

Zostało to m.in. opisane we wspomnieniach tego żydowskiego prawnika, Marka Verstandiga, wydanych dopiero pod koniec XX w. w języku angielskim (zobacz okładkę tej książki – także na podstronie Materiały i Fotografie).
Źródło: Mark Verstandig, „I rest my case” (Przedstawiam swoją sprawę), w księgarni Amazon.

Czasy powojenne

Po wyzwoleniu miasta Mielca (6.8.1944 r.) został desygnowany z ramienia PPS do władz miasta Mielca. W latach 1944-1945 pełnił funkcję przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej, a w latach 1944-1948 był burmistrzem miasta Mielca. Nie godził się na niedemokratyczne zmiany w Polsce i komunistyczną ekspansję i zawłaszczenie kraju, wolał wycofać się z czynnego życia politycznego. Po połączeniu PPR z PPS w PZPR zrezygnował z działalności politycznej i został odwołany z funkcji burmistrza miasta. Powrócił do praktyki adwokackiej i pracował w Zespole Adwokackim Nr 1 przy ul. T. Kościuszki. Wspomagając od strony prawnej działalność Banku Spółdzielczego w Mielcu, został uznany za zasłużonego dla tegoż Banku.

Zmarł 12 XI 1968 r. Spoczywa na cmentarzu parafialnym w Mielcu.

(ogólne źródło: Encyklopedia Miasta Mielca – postacie)

Sporządziłem dwa syntetyczne streszczenia prezentowanej Historii, w postaci ogólnoliterackiej.

Stanowią one podstawę do dalszych opracowań, np. w formie scenariusza filmowego (wcześniej – treatmentu scenariuszowego), scenariusza filmu dokumentalnego lub innych opracowań i adaptacji.

Cały czas zbieram materiały oraz jestem otwarty na każdy wartościowy sposób popularyzacji historii.

Dołożyłem starań by zamieszczone streszczenia prezentowały wysokie walory merytoryczne, językowe i formalne – nie są to jednak wersje finalne, a z natury rzeczy projektu, który jest dopiero w fazie opracowań, mają charakter po części roboczy. Przepraszam za wszelkie niezauważone błędy językowe, gramatyczne lub ewentualne literówki.

Niezwykła historia mecenasa Antoniego Droby,
który podczas okupacji hitlerowskiej ratował życia polskich Żydów.

Ciężar wdzięczności tytuł roboczy

 

Opracował: Mateusz Droba, wnuk 


Załączone syntezy historyczno – fabularne (Główne motywy oraz Fabularyzowane streszczenie osadzone w historii rodzinnej i kraju) mają charakter zarówno tekstów roboczych  i prezentacyjnych, jak samodzielnych miniatur literackich, o które zostanie oparta większa forma, która może być np. scenariuszem filmowym. Ze względu na możliwy tok linii fabularnej, oryginalne i klasyczne zarazem chwyty dramaturgiczne a także wiarygodne i niepowtarzalne, a także odkrywcze, tło psychologiczne, historia wydaje się w pełni spełniać reguły, zgodnie z którymi powstają dobrej jakości głośne filmy fabularne.

 I. Główne motywy.

Historia adwokata, który ratował podczas II Wojny Światowej, w małym galicyjskim miasteczku – Mielcu, życia ludzkie, wyróżnia się na tle wszystkich innych, także tych opowiadających o bohaterstwie „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, pośród których największa liczbę stanowili Polacy ratujący Żydów.

Po pierwsze: śmiałością, stanowiącą ewenement na skalę światową – mecenas Antoni Droba zatrudnia, z pomocą podrobionych dokumentów tożsamości, podczas całej Okupacji – Żyda. Ten młody chłopak chodzi normalnie do sądu, zarabia pieniądze dla ukrywającej się rodziny – wszystko pod okiem niemieckiego sądownictwa, prokuratorów, policji, gestapo!

Po drugie – wyrafinowaniem: Polakowi udają się najtrudniejsze rozmowy z wysokimi oficerami okupanta – może „załatwić” sprawę, o której tylko wspominając, każdy inny, skazałby się na natychmiastowy wyrok dla siebie. Ale tutaj to działa, dlatego – że Antoniemu, przed wojną, pod koniec istnienia Cesarstwa Austro-Węgierskiego, dzięki pamięci o bohaterstwie jego pradziadka, polskiego powstańca Leona Czechowskiego, arystokracja węgierska umożliwiła uczęszczanie do najbardziej prestiżowej wiedeńskiej szkoły – Theresianum. Dzięki temu polski adwokat perfekcyjnie zna język niemiecki – ale znają go też inni, to nie wystarczy. Trzeba więcej, i skądś się to więcej musi brać. Maniery przecież i ogólne obycie towarzyskie zyskuje się właśnie w szkole! A jeśli za towarzyszy ma się synów najprzedniejszych domów Cesarstwa?  Droba miał sposobność posiąść więc naturalnie niedające się podrobić maniery i akcent teutońskich hrabiów i książąt – dzięki temu niemieccy oficerowi czują do niego naturalny respekt, mimowolnie obdarzają szacunkiem.. – to daje możliwości, których nie miał nikt inny.

Po trzecie – historia niesie wnikliwe i klarowne studium psychologiczne i historyczno – narodowościowe, ukazujące też jak w soczewce i trochę przewrotnie trudne relacje polsko – żydowskie, z finałem wiele lat po wojnie. Otóż uratowany aplikant, nie mogąc pogodzić się z „ciężarem wdzięczności” i pielęgnując w sobie żale sprzed wojny, m.in. fakt, że jego dobroczyńca, będąc jednak Polakiem, a nie „swoim” był ulubionym partnerem Żyda – właściciela najlepszej kancelarii w mieście. A także, iż przed wojną Polak romansował z kobietami narodowości żydowskiej. Ten uratowany Żyd, Mark Verstandig, w swoich opublikowanych pod koniec XX w. wspomnieniach, fałszywie oskarża swojego Dobroczyńcę o ratowanie ludzi z niskich pobudek. Ponoć finansowych (o czym 50 lat po wojnie uratowany snuje tylko mgliste domysły, starając się jakoś ująć zasłudze i honorowi swego wybawiciela) – zupełnie zapominając, że arystokratyczne obyczaje umożliwiały co prawda załatwianie z Niemcami gardłowych spraw, ale nie zwalniały z przekupywania ich olbrzymimi łapówkami.
Czy mamy tutaj z projekcją tzw. “cienia” – osoby, która nie potrafiła
zrozumieć, że można nie stawiać korzyści materialnych na pierwszym miejscu, gdyż sama by tego raczej nie potrafiła?

W Marku Verstandigu – tym pracującym w kancelarii Antoniego Droby aplikancie żydowskim, pracującym jak gdyby nigdy nic pod okiem nazistów, co wykryte oczywiście skończyłoby się dla przełożonego i całej jego rodziny, śmiercią – pobrzmiewają też echa przedwojennej zazdrości o to, że znany adwokat – Żyd wybrał na partnera swojej kancelarii nie innego Żyda, lecz Polaka.

Historia Antoniego Droby oraz jej po latach wybrzmiała pointa stanowi zaiste specyficzną przeciwwagę dla narracji ukazującej kwestię judeo-polską w barwach odmalowanych kilkanaście lat temu przez Jana Tomasza Grossa  i jego głośne publikacje, „Jedwabne” oraz – z wątkiem finansowym właśnie – „Żniwa”, abstrahując od tego, ile w tej “literaturze” jest Prawdy
a ile złych intencji i manipulacji faktami.

II. Fabularyzowane streszczenie osadzone w historii rodzinnej i kraju.

Historię Antoniego Droby, mojego dziadka, wypada rozpocząć od krótkiego przedstawienia jego przodków, mieli oni bowiem niemały, a w pewnym aspekcie kluczowy, wpływ, na jego okupacyjne bohaterstwo.

Antoni Droba urodził się w Jarosławiu w 1899 r. jako najmłodsze dziecko, w rodzinie nauczycielskiej. Jego ojciec, Józef, pełnił nawet przez chwilę funkcję C.K. (Cesarsko – , Królewskiego) Inspektora Szkolnego Okręgowego, jednak za nazbyt propolską postawę został zdegradowany do funkcji dyrektora szkoły. Był pierwszym przełożonym nowo założonej szkoły podstawowej w Mielcu (nr 2, nazywana „Szkołą pod zegarem”), w której zresztą edukację wczesnoszkolną, przed przeprowadzką do Rzeszowa w 1988 r., rozpoczął jego prawnuk.

Pradziadek Józef miał 2 braci, których historie i postawa zawodowa zapewne także miały wpływ na młodego Antoniego. Jeden z braci – Ludwik – był genialnie zapowiadającym się historykiem, najlepszym uczniem Stanisława Smolki, galicyjskiego patrioty, współpracował też z polonistą, b. rektorem UJ, hr. Stanisławem Tarnowskim. Ludwik jednak, do czego przyczyniła się trudna sytuacja materialna, zmarł bardzo młodo – w wieku 25 lat. Jego brat – wybitny lekarz, znawca chorób zakaźnych (bakteriolog) Stanisław  – choć pozostawił po sobie sławę lekarza leczącego z największym poświęceniem i często zupełnie za darmo oraz pomniki naukowe, w postaci licznych prac i fundamentalnej książki (Komentarza do Farmokopei Austriackiej), zmarł także młodo – mając lat 40, zakaziwszy się od leczonego pacjenta, podczas gdy był ordynatorem szpitala w Krakowie. Jego koledzy, krakowscy lekarze, własnym nakładem ufundowali ku jego pamięci tablicę pamiątkową, którą do dziś można oglądać w kościele uniwersyteckim, na ul. Kopernika.

Jednak największy, choć pośredni, wpływ na filmowe wręcz starania o życie ludzkie, miała na Antoniego Drobę postać jego pradziadka – polskiego bohatera niepodległościowego – płk. Leona Czechowskiego. Żył on prawie 100 lat, urodził się w 1797 r., zmarł w 1888 r. i do końca życia był otaczany czcią współczesnych, jako prototypowy rycerz o Polskę. Brał udział we wszelkich czynach narodowo-wyzwoleńczych za swojego życia, był uczestnikiem Nocy Listopadowej, powstańcem listopadowym, krakowskim i styczniowym, a także narodowym bohaterem węgierskim, od gen. J. Bema otrzymał stopień pułkownika. W tym kontekście historia Leona Czechowskiego ożyła kilkanaście lat temu, gdy przez lokalną prasę została nagłośniona kuriozalna sprawa – Węgrzy przesłali do Jarosławia „kopijnika” – rodzaj rycerskiej statuy honorowej – by w rocznicę uczcić Leona, zaś lokalne władze, chwilowo nie wiedząc, jak postąpić, postawiły kopijnika w gabinecie jarosławskiego starosty. Obecnie znajduje się on przy ul. Opolskiej, na placu przed synagogą, co można uznać w kontekście późniejszej historii za niezwykle symboliczny przypadek.

Płk. Leon Czechowski miał jedyną córkę – która wyszła za mąż za nauczyciela i w ten sposób stała się babką naszego tytułowego bohatera – Antoniego Droby. Ponoć ciocia – babcia Czechowska dopytywała się Józefa, ojca Antoniego, w jaki sposób pomóc można w starcie życiowym najmłodszego potomka – jej ulubionego wnuczka. Józef, jako nauczyciel, co zresztą było jednym z najmądrzejszych posunięć, podsunął pomysł wystarania się dla najmłodszego syna o najlepszą, dającą najstaranniejsze wykształcenie szkołę. Tak też się stało – ciocia babcia, dzięki czci, jaką obdarzali książęta węgierscy, jej ojca, płk. Leona Czechowskiego, „załatwiła” Antoniemu możliwość nauki w najlepszym na terenie całego Cesarstwa Austro-Węgierskiego gimnazjum, w słynnym Theresianum, szkole założonej przez Cesarzową Marię Teresę, do której uczęszczali synowie najmożniejszych rodów Austrii, Węgier i z terenu polskich zaborów – Galicji. To, że Antoni Droba miał możliwość uczyć się w tej szkole wpłynęło nie tylko na klasę jego wykształcenia, ale także na jego perfekcyjną znajomość języka niemieckiego. Poprzez naukę w Theresianum poznał także „od środka” kuźnię kadr rządzących państwem, potomków najmożniejszych rodów, a przede wszystkim nabył manier oraz sposobu wysławiania się i akcentu najwyższych klas ówczesnej epoki. To, z pewnych względów, okaże się nie do przecenienia w zadaniach, które dobrowolnie i bezinteresownie przyjął na siebie podczas niemieckiej okupacji Polski w latach II Wojny Światowej. Mało tego – to, co w zasadzie, w innych okolicznościach mogłoby służyć raczej snobizmowi osobistemu, okaże się kluczowe dla tego, że w tak niecodzienny i skuteczny sposób, mógł ratować Życia ludzkie, przede wszystkim polskich Żydów, w czasie II Wojny Światowej.

Naukę Antoniego Droby w wiedeńskiej szkole przerwał wybuch I Wojny Światowej – z tą chwilą ledwie 15 – letni Dziadek przestał być gimnazjalistą, a stał się żołnierzem.
Z okresu I Wojny Światowej można przytoczyć jedną niestandardową anegdotę – gdy Dziadek Antonii, wraz z kolumną innych młodych szeregowców, maszerował kolejne dziesiątki kilometrów, akurat mijał go samochód z polskimi oficerami – wśród których był starszy brat Antoniego – Józef. Zaprosił on, na ostatni etap wyczerpującego marszu, Antoniego, i podwiózł go do celu marszu piechoty. Józef Droba, to także bardzo barwna postać, kawalerzysta, uczestnik Kampanii Wrześniowej 1939 r. dowódca Wileńskiego Dywizjonu Artylerii Konnej, w stopniu podpułkownika. W latach Okupacji zrzeszony w NSZ – Narodowych Siłach Zbrojnych, mniej znanych i bardziej „prawicowo-narodowych” niż AK. Także płk. Józef Droba pojawia się w powojennych wspomnieniach polskiego Żyda, uratowanego przez Antoniego.

Po zakończeniu II Wojny Światowej Antonii Droba przebywał w Odessie, ponoć jego marzeniem było morze – chciał być marynarzem, a nawet armatorem. Względy praktyczne jednak przeważyły i młody, już doświadczony wojną, mężczyzna ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i w Polsce Niepodległej rozpoczął wykonywanie zawodu adwokata.

Antoni Droba aplikował w Mielcu u żydowskiego adwokata Isenberga. Ok. roku 1936 został partnerem w kancelarii adwokackiej również Żyda – dr Jakuba Salpetera. To, że renomowany adwokat Salpeter dobrał na partnera Polaka mogło dziwić niektórych innych Żydów. Jednak Dziadek był powszechnie znany z tego, że nie tylko nie był antysemitą, ale być może nawet był filosemitą. Jako kawaler, w stanie wolnym (ożenił się dopiero po Wojnie), związał się z  latach trzydziestych z kobietą narodowości żydowskiej, co napomknięte jest tutaj celowo i składa się na całokształt finalnego kontekstu.

Gdy nadeszły lata niemieckiej okupacji Antonii Droba bardzo aktywnie zaangażował się w ratowanie egzystencji i istnień ludzkich, powszechnie znany był fakt, że pomagał w wyrobieniu „lewych” dokumentów dla osób, które były zagrożone przez politykę i represje nazistowskie. Jednak jego najbardziej śmiałe czyny są praktycznie nieznane i w dużej mierze zostały po Wojnie przemilczane – w czasach PRL częściowo winny był tu fakt, że Dziadek otwarcie zajął pozycję wrogą wobec nowego ustroju Polski, z drugiej strony – winne temu są kłamliwe i pełne nieusprawiedliwionych krzywdzących domysłów wspomnienia Żyda, któremu Dziadek uratował podczas Wojny życie – Marka Verstandiga.

Trudno sobie wyobrazić, gdyż stanowi to ewenement, nawet na tle innych bohaterskich czynów polskich patriotów w czasie II Wojny Światowej, że Antonii Droba, zatrudniał w prowadzonej kancelarii, podczas prawie całej Okupacji – na sfałszowanych, „aryjskich” papierach – Żyda, aplikanta Marka Verstandiga (nosił on później zmienione nazwisko: Zając). Ta zupełnie nieprawdopodobna w swojej śmiałości konspiracja umożliwiała temu młodemu człowiekowi, nie tylko uratowanie swojego życia, ale także normalne zarobkowanie w czasie Okupacji i dostarczanie nieocenionych wtedy środków utrzymania dla swojej żydowskiej rodziny i bliskich. Było to zapewne możliwe, dzięki wspomnianym wcześniej niespotykanym przymiotom, które nabył Antonii Droba, uczęszczając, jeszcze przed I Wojną Światową, do najbardziej prestiżowego gimnazjum dla arystokracji Cestarstwa Austro – Węgierskiego, słynnego Theresianum w Wiedniu. Dzięki temu Dziadek nie tylko doskonale znał język Okupanta, ale także, potrafił załatwić z wyższymi oficerami niemieckimi najtrudniejsze, gardłowe sprawy. Niektórzy Niemcy (a także i nierzadko Austriacy, mający pewne galicyjskie sentymenty) niejako mimowolnie darzyli Dziadka szacunkiem, słysząc nabyty w wiedeńskiej szkole akcent i mając do czynienia ze sposobem bycia, wysławiania się i manierami właściwymi dla członków ich własnej klasy wyższej. Dzięki temu uratowanie komuś życia, wydobycie z obozu koncentracyjnego, wyrobienie bezpiecznych papierów itp. stawały się dla Dziadka możliwe. Oczywiście wszystkie takie „przysługi” ze strony niemieckich oficerów musiały być okupione gigantycznymi łapówkami w pieniądzach, drogich metalach czy kosztownościach, które przekazywały Dziadkowi zainteresowane rodziny osób, co do których Dziadek miał się wstawić. Oczywiste jest także to, że próba czegoś podobnego, wręczenia łapówki, przez jakiegokolwiek innego Polaka z ulicy najpewniej skończyłaby się dla niego samego natychmiastowym aresztowaniem, obozem lub od razu wyrokiem śmierci. Dzięki jednak wspomnianym wyżej walorom, Dziadkowi te nieprawdopodobne „pertraktacje o życia” się udawały.

Wiele lat po wojnie, we wspomnieniach wydanych w Australii, Mark Verstandig, uratowany przez Antoniego Drobę, pracujący w czasie Wojny w jego kancelarii, żydowski aplikant, dokonał niesłychanego w swej bezczelności i oczywistego w swym psychologicznym fałszu zniesławienia Antoniego Droby. W swojej książce, zatytułowanej „Przedstawiam moją sprawę” („I rest my case”), wspominając okres przedwojennego aplikowania w kancelarii J. Salpetera i A. Droby, a później Okres Okupacji, przyznaje, że Dziadek załatwiał sprawy „niemożliwe do załatwienia” ratując życia ludzkie, w tym wielu Żydów, jednak, bez żadnych dowodów, rzuca oszczerstwo, iż za tą działalność Dziadek przyjmował sute korzyści materialne, pisze coś o złocie, biżuterii itp. W ten sposób wykazuje się kompletną ignorancją, którą nie wiadomo czym, jeśli nie złą wolą, wytłumaczyć – tak jakby nie wiedział jak gigantycznych łapówek wymagało załatwienie jakiejkolwiek trudnej sprawy z oficerami niemieckimi. We wspomnieniach dotyczących okresu przedwojennego Mark Verstandig odsłania jednak dla każdego wnikliwego czytelnika swoje małostkowe motywy, które pchnęły go do zniesławiania swojego Wybawcy: między innymi z nieskrywanym oburzeniem pisze o relacjach, jakie dziadek utrzymywał, będąc osobą wolną, kawalerem, przed Wojną, z kobietą (czy też kobietami – pisze ten paszkwilant) narodowości żydowskiej. Dodatkowe światło na zazdrość, zawiść, czy jeszcze inne niskie pobudki uratowanego aplikanta rzuca umieszczenie w jego wspomnieniach rozpamiętywania faktu, że znany adwokat żydowskiego pochodzenia – dr Jakub Salpeter – na partnera swojej renomowanej kancelarii wybrał, stosunkowo młodego wtedy nie-Żyda – co było zaskoczeniem, myśląc w kategoriach solidarności nacji – ale Polaka – właśnie Antoniego Drobę. Ze wspomnień Marka Verstandiga nader jasno wyziera obraz osoby, która swój ogromny ciężar wdzięczności wobec swego Wybawcy zamienia i „rozmienia” na drobne, pisząc oszczerstwa, powodowany tak małymi uczuciami, jak zawiść i nic innego jak nacjonalizm żydowski. Przychodzi tutaj na myśl klasyczna i od wieków trafna – choć mało znana, prawda psychologiczna – uwaga na temat pewnych cech psychologii ludzkiej, dokonana jeszcze przez Arystotelesa w jego „Etyce Nikomachejskiej”. Stagiryta jedną stronę dzieła poświecił analizowaniu sytuacji, która dowodzi „że dłużnicy nie lubią swoich wierzycieli”. Bardziej oczywista psychologicznie jest ona oczywiście w kwestiach prawno – majątkowych, skąd terminologia, ale niemniej słuszna okazuje się być ona w niektórych przypadkach gdy wierzyciel to ten, który „wyrządził” dobro, a dłużnik – winny jest wdzięczność. I z tym właśnie, jak widać, różnie to bywa..

Niedługo po opublikowaniu wspomnień M. Vertadniga z Krzysztofem Drobą, starszym synem Antoniego, skontaktowała się pani narodowości żydowskiej, która dobrze pamiętała bohaterstwo Dziadka podczas okupacji i była oburzona oszczerstwami, jakie zamieścił w swych wspomnieniach Verstandig. Przesłała ona także kopię książki Verstandiga, która znajduje się w posiadaniu rodziny (Mateusza Droby). Osoba ta jednak niestety już zmarła.

Jak już zostało wspomniane, to, że w całym okresie PRL bohaterskie działania Dziadka zostały przemilczane, było wywołane także tym, że Antoni Droba jawnie okazywał wrogość komunistycznym władzom nastałym w Polsce po II Wojnie Światowej. Droba należał w Okresie Międzywojennym do partii założonej przez J.Piłsudskiego – PPS. Z ramienia tej partii został wybrany pierwszym po wyzwoleniu tych terenów – burmistrzem miasta Mielca – w roku 1944. Mógł zachować stanowisko burmistrza, lecz gdy doszło do wymuszonego połączenia się PPS i PPR (Polskiej Partii Robotniczej) w PZPR – Antoni Droba „rzucił” legitymację i nie uznając połączenia obu partii w PZPR – stracił stanowisko burmistrza, a także skazał się na polityczny i obywatelski niebyt w nowej Polsce. Ta nieprzejednana postawa ideowa odbiła się także na możliwościach zarobkowych i statusie adwokackim Dziadka po wojnie, na czym ucierpiała materialnie jego rodzina.

Ale To były już zupełnie inne czasy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *