Historia..

“Ciężar wdzięczności” –  opowieść, przykład niewdzięczności Uratowanego w stosunku
do swojego Dobroczyńcy, dodatkowo o kontekście jakby żywym i wymownym współcześnie..
Uratowany Żyd bowiem nie tylko w ramach wdzięczności “pomawia” Polaka,
doszukuje się luk w jego bezinteresownym działaniu – co można poczytać
za modelową wręcz projekcję tzw. “cienia” psychicznego na osobę znaną
i przed Wojną i po z całkowitej bezinteresowności, obojętności dla dóbr materialnych i ideowości,
o czym świadczy cały tok jego życia i świadczą po prostu fakty.
Uratowany za nic ma bohaterstwo z narażeniem życia Polaka z całą jego rodziną i
za nic swój dług wdzięczności – koncentruje się
na ukrytych motywach, które na różne sposoby, także obyczajowe..domyśla się
snując niczym nie poparte hipotezy. I wydaje mi się, że ta indywidualna, udokumentowana
historycznie sprawa, posiada nadal (a może i szczególnie..) żywy dziś
walor (a może i ciężar) metafory i LUSTRA, w którym dobrze by przejrzały się
– lub zostały odbite pewne aspekty tzw. relacji polsko -żydowskich, bo niecne i niskie
intencje rzadko chcą siebie same kontemplować bez odpowiedniego kostiumu.

“Ciężar Wdzięczności” to roboczy tytuł, wydający się jednak pasować do tej
niezwykłej historii mecenasa Antoniego Droby z Mielca
(ur. 1899 – zm. 1968) , który podczas okupacji hitlerowskiej ratował życia polskich Żydów.

Do faktów – dwóch syntetycznych streszczeń tej historii zapraszam na stronę STRESZCZENIA.

Wstępne oświadczenia autora opracowania
i inicjatora popularyzacji

W opracowywanej historii Antoniego Droby przewija się wiele wątków, wiele treści, różnorakie motywy: społeczne, narodowościowe, patriotyczne, moralne, psychologiczne, obyczajowe. Już na etapie wstępnej prezentacji, streszczeń, to co opowiedziane może nie tylko zainteresować, wzbudzić podziw albo i niedowierzanie, może także obudzić przysłowiowe demony (tak jak gdyby spały – a przecież nie śpią!). I także dlatego sądzę, że warto opowiedzieć tę historię.

Wszyscy znają antysemityzm i jego cechy.
Wiedzą, że charakteryzuje się agresywnością, nadmiarem spiskowych teorii, niesprawiedliwymi generalizacjami, często, trzeba powiedzieć raczej, nagminnie, opartymi na fałszywych, niesprawdzalnych czy wręcz nonsensownych założeniach czy “faktach”.

Antypolonizm, który ożył w ostatnich latach, ma jednak takie same cechy. Ma znamiona niesprawiedliwych generalizacji, wskazywania pewnych ludzi i pewnych okoliczności w ten sposób, że wyrobić się może mniej lub bardziej powszechne przekonanie, że karygodne zachowania, tchórzostwo, szmalcownictwo, kradzież majątków żydowskich – były oto jakimś bardziej typowymi “polskimi” cechami. Dlatego uważam, że warto opowiedzieć historię, która, jeśli już kusić się o (zasadniczo karygodne) przenoszenie indywidualnych przypadków ludzkich na cechy ogólnonarodowe – ukazuje rzecz zgoła inaczej, odwrotnie niż w antypolskiej narracji.

Zarówno w antysemityzmie jak i w tego rodzaju, obecnym szczególnie w ostatnich latach w polskim, ale bardziej zagranicznym i ogólnoświatowym dialogu, antypolonizmie, popełniane są te same grzechy, podobna wydaje się być zła wola niektórych nadawców takiego przekazu, podobna agresja, podobne zresztą manipulacje i zabiegi. Tymczasem, jak każdy rozumny człowiek musi zdawać sobie sprawę, można znaleźć równie liczny przykłady “złego Żyda”, jak i “złego Polaka”, można wskazywać liczne prawdziwe historie bohaterskiego ratowania Żydów przez Polaków, nie tylko bezinteresowne, ale z narażeniem życia własnego i swoich bliskich. Można też, rzecz jasna, wskazywać i opisywać fakty, gdzie Polacy nie tylko nie udzielają pomocy, ale zachowują się niegodnie, podle i chciwie. One także są prawdziwe.

A jednak, wydaje się, że w całokształcie wiedzy społecznej, publikacji, narracji na te tematy, w toczących się dyskusjach, brakuje chłodnego obiektywizmu, że pojawiają się niegodne i niesprawiedliwe uogólnienia, że górę bierze emocjonalny stosunek do historii, narodowości, wzajemnych doświadczeń.

Długo wahałem się zanim zdecydowałem się nadać bieg popularyzacji okupacyjnej historii mojego Dziadka. Stanowi ona bowiem modelowy i klarowny przykład niewdzięczności, zaprzecza wielu stereotypom: uratowany z narażeniem życia Żyd, zamiast wdzięczności, swojego dobroczyńcę zniesławia.

Opowieść, którą zamierzam przedstawić stanowi przykład barwnej, dobrze udokumentowanej, bogatej psychologicznie historii,
poprzez którą, jak w krzywym zwierciadle, dojrzeć można grzechy tego, co nazwać można nie inaczej jak antypolonizmem.

Ostatnią rzeczą, jaką chciałbym osiągnąć, to przyczynić się czy przysłużyć antysemityzmowi. Jednak podejmując starania o popularyzację historii Dziadka, dołożyłem i dołożę wszelkich starań, by jej owocem była jedynie Prawda i przywrócenie właściwych proporcji dla naszego stosunku i ocen wydarzeń oraz roli historycznych, niezależnie od tego, do jakiego narodu się zaliczamy.

Antypolonizm, oskarżanie Polski i Polaków, generalnie, rasistowsko, o podłe czyny związane z okupacją niemiecką i z Żydami zamieszkującymi przedwojenną Polskę, bez wyjątku prawie także Polakami przecież, narodowości żydowskiej czy też pochodzenia żydowskiego (tak można by określić, odpowiednio, mniej lub bardziej zasymilowanych przedstawicieli tej społeczności) nie jest w powszechnej świadomości, świadomości międzynarodowej, przedmiotem równego z antysemityzmem potępienia, a powinien być.

Powinien, na równi z antysemityzmem, zostać otoczony pogardą każdego uczciwego człowieka, obłożony anatemą opiniotwórczych środowisk i wykluczony z cywilizowanego dialogu.

Mateusz Droba

 

Dodatkowa refleksja w kontekście “cech narodowych”, statystki i udziału narodu w zbrodni.

Mówi się, że Prawda jest taka, że zdecydowana większość Ukraińców mordowała podczas wydarzeń na Wołyniu (tzw. Rzezi Wołyńskiej). A tylko nieliczni próbowali Polakom pomóc, za co zresztą groziło im niebezpieczeństwo ze strony współziomków. Ale Ukraińcy nie mogą, mają barierę psychiczną, żeby to zrozumieć i przyznać – tak m.in. argumentuje się w publicystyce. Przywołałem to po to, żeby ukazać, że tak samo mówi się, po jednej stronie, o Holocauście na terenie Polski: że zdecydowana większość Polaków była nastawiona do Żydów negatywnie, a pomagała mniejszość.
To, że pomaga mniejszość wydaje mi się prawdziwe a nawet, może niestety, naturalne jako pewna stała rodzaju ludzkiego bez względu na podziały grupowe i wynika raczej nie z cech narodowych ale z ogólnej statystyki społeczeństw, gdzie jak wiadomo, niestety znaczną większość stanowią ludzie przeciętni, leniwi i głupi, a napewno nie skorzy do narażania swojego życia bezinteresownie dla obcych ludzi.  Świętych jest malutko – ale i zbrodniarzy. Natomiast wcale nie jestem przekonany, że można powiedzieć, że “większość” Polaków przyczyniła się do zagłady Żydów – a na tym wydaje mi się opierają swoją rację Żydzi; jednostkowy przypadek (np. Jedwabne, abstrahując od wartości naukowej i dowodowej tego przypadku i jego zbadania, nawet dlatego, że nic nie zostało tam do końca wyjaśnione a wydaje się, że wiele celowo zmanipulowane) ma być symboliczne ale i reprezentatywne..Otóż temu wg mnie trzeba starannie, naukowo i obiektywnie zaprzeczyć i jako jednostkowy przypadek indywidualny dający zupełnie inny obraz w kontekście właśnie żydowkiego antypolonizmu i niewdzięczności, przedstawiam chcąć spopularyzować historię Antoniego Droby, której nadaję roboczy tytuł “Ciężar wdzięczności”. (MD)

 

Krótkie encyklopedyczna notka biograficzna
bohatera historii

DROBA ANTONI, urodzony 21 V 1899 r. w Jarosławiu, najmłodszy syn Józefa i Leokadii z domu Kołodziej.

Rodzina

Żona Antoniego, Zofia (córka Mateusza Weryńskiego i Marii Anieli z domu Rymanowskiej), była m.in. zaprzysiężoną członkinią Armii Krajowej, a jej brat, Jan Weryński, także członkiem grupy partyzanckiej. Ojciec Antoniego, Józef Droba (syn Wawrzyńca), pełnił przez krótki czas obowiązki Cesarsko-Królewskiego inspektora szkolnego okręgowego w rejonie rzeszowskim, wieloletni nauczyciel w szkołach w Jarosławiu i Mielcu, dyrektor szkoły, organizator edukacji i przyjaciel dzieci i młodzieży, jeden z założycieli T. Gimnastycznego „Sokół” w Mielcu. Stryjowie Antoniego to Ludwik Droba, wybitny historyk zmarły w wieku młodzieńczym oraz Stanisław Droba, wybitny lekarz i naukowiec, który również odszedł przedwcześnie, z poświęceniem opiekując się pacjentem na oddziale zakaźnym szpitala w Krakowie, którego był ordynatorem (na jego temat można przeczytać m.in. tutaj: Przewodnik po Krakowie 1 (Stanisław Droba – życie i śmierć), Przewodnik po Krakowie 2 (Stanisław Droba – ofiara zawodu). Bratem Antoniego był Józef Droba, kawalerzysta, ostatni dowódca 3 Dywizjonu Artylerii Konnej (w Wikipedii jest wymieniony tylko w notce o tym dywizjonie, bez notki biograficznej – 3 Dywizjon Artylerii Konnej).

Antoni Droba miał dwóch synów, Krzysztofa, wybitnego znawcę i teoretyka muzyki, kawalera najwyższego odznaczenia państwowego Litwy, Orderu Gedymina (Zob. np. biogram na stronie Akademii Muzycznej w Krakowie, związani z Chopinem, komisja programowa festiwalu “Warszawska Jesień”) oraz Bogusława, dr. hab. nauk biologicznych, profesora Uniwersytetu Rzeszowskiego (obecnie emerytowany prof. UR, strona Katedry).  

Młodość i edukcja

Antonii Droba uczęszczał do najbardziej elitarnego w Cesarstwie Austro-Węgierskim gimnazjum „Theresianum” (o Theresianum w Wikipedii – tam też lista kilku absolwentów) w Wiedniu, która to szkoła była elitarnym miejscem kształcenia do zadań państwowych arystokracji Cesarstwa. Chociaż sam nie był arystokratą, było to prawdopodobnie możliwe dzięki wstawiennictwu jego babki macierzystej, Teresy Czechowskiej, jedynej córki znanego polskiego bohatera walk wyzwoleńczych, wielokrotnego powstańca, uczestnika Wiosny Ludów na Węgrzech, płk. Leona Czechowskiego (link), którego Węgrzy uważali także za swojego bohatera narodowego. Naukę w Theresianum przerwał Drobie wybuch I Wojny Światowej, w której wziął czynny udział jako szeregowy żołnierz. Po wojnie Droba studiował i ukończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie oraz uzyskał uprawnienia adwokackie.

W latach 1918 – 1919 wziął udział w obronie Lwowa oraz Kresów Wschodnich otrzymał m.in. honorową odznakę „Orlęta” oraz odznakę „Za Wołyń” (dyplom, odznaka i list od dowódcy sił zbrojnych znajduje się na podstronie Materiały i Fotografie).

Po studiach aplikował u znanego mieleckiego adwokata dr. Oskara Isenberga, następnie prowadził własną praktykę adwokacką, a od 1936 r. – wspólną kancelarię z dr. Jakubem Salpeterem. Jako człowiek nieznoszący wszelkich uprzedzeń, nie tylko sprzeciwiał się wszelkim objawom antysemityzmu, ale też przyjaźnił się z Polakami narodowości żydowskiej. Jako adwokat i osoba wyróżniająca się w lokalnym środowisku kulturą i ogładą towarzyską, był też ceniony i zaprzyjaźniony z przedstawicielami miejscowej polskiej arystokracji i ziemiaństwa.

Okupacja niemiecka 1939-1944

Podczas II Wojny Światowej i okupacji niemieckiej Antonii Droba stał się liderem moralnym lokalnej społeczności i podejmował czasami wręcz brawurowe, bardzo skuteczne działania na rzecz ratowania życia ludzkiego, w tym przede wszystkim licznych osób narodowości żydowskiej zagrożonych holocaustem. Korzystając m.in. z doskonałej znajomości języka niemieckiego często był jedyną osobą, która mogła dotrzeć do odpowiednio wysokich przedstawicieli okupanta i negocjować w imieniu bliskich , czemu często musiała towarzyszyć bardzo wysoka łapówka wręczana wyżej postawionemu naziście, ocalenie osób aresztowanych, skazanych na wywózką do obozu, z wyrokami śmierci, nierzadko ratując życie. Korzystając ze swoich kontaktów i wiedzy pomagał w wyrobieniu fałszywych papierów dla Żydów i osób ukrywających się. Całkowitym ewenementem jest fakt, że już w trakcie okupacji zatrudniał i krył, na fałszywych papierach, w kancelarii adwokackiej aplikanta adwokackiego pochodzenia żydowskiego, który normalnie pracował i chodził do niemieckiego, okupacyjnego sądu, dzięki czemu, nie tylko ratował życie, ale i umożliwiał niesłychanie ważne w tamtej sytuacji zarobkowanie i dostarczanie środków utrzymania i realizację pierwszych potrzeb dla rodziny żydowskiego aplikanta.

Zostało to m.in. opisane we wspomnieniach tego żydowskiego prawnika, Marka Verstandiga, wydanych dopiero pod koniec XX w. w języku angielskim (zobacz okładkę tej książki – także na podstronie Materiały i Fotografie).
Źródło: Mark Verstandig, „I rest my case” (Przedstawiam swoją sprawę), w księgarni Amazon.

Czasy powojenne

Po wyzwoleniu miasta Mielca (6.8.1944 r.) został desygnowany z ramienia PPS do władz miasta Mielca. W latach 1944-1945 pełnił funkcję przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej, a w latach 1944-1948 był burmistrzem miasta Mielca. Nie godził się na niedemokratyczne zmiany w Polsce i komunistyczną ekspansję i zawłaszczenie kraju, wolał wycofać się z czynnego życia politycznego. Po połączeniu PPR z PPS w PZPR zrezygnował z działalności politycznej i został odwołany z funkcji burmistrza miasta. Powrócił do praktyki adwokackiej i pracował w Zespole Adwokackim Nr 1 przy ul. T. Kościuszki. Wspomagając od strony prawnej działalność Banku Spółdzielczego w Mielcu, został uznany za zasłużonego dla tegoż Banku.

Zmarł 12 XI 1968 r. Spoczywa na cmentarzu parafialnym w Mielcu.

(ogólne źródło: Encyklopedia Miasta Mielca – postacie)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *